PROLOG: Więzień wspomnień



"Żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy strzelać do niej z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć. "          


       I znowu jesień, pomyślała kobieta, wyglądając za okno, historia się powtarza. Brązowowłosa westchnęła głośno i dopiła kawę rozpuszczalną. Jej rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi. Do niewielkiego pokoju weszła drobna kobieta o włosach w kolorze jasnego blondu.
- Mam do Pani list, Panno Granger - powiedziała na wstępie. Hermiona zmierzyła ją wzrokiem, unosząc podejrzliwie brwi. Nikt nigdy nie przysłał jej listu w zwykły sposób. Dostawała je pocztą do mieszkania, to prawda, ale jej rodzicie nigdy nie niepokoili jej w pracy. Widząc zdziwienie na twarzy szefowej, kobieta popędziła z wyjaśnieniami.
- Ten list jest od czarodzieja, Panno Granger. Kazał mi go jednak przekazać w zwykły sposób.

Hermiona wykrzywiła usta nieznacznie. Dlaczego owy czarodziej nie pofatygował się i nie spotkał z nią osobiście skoro, najwyraźniej, tak bardzo zależało mu na tym, aby jak najszybciej dostała wiadomość? I kim ów czarodziej był? Poirytowana i zaintrygowana zarazem, podeszła do podwładnej i wyjęła z wyciągniętej dłoni kobiety list. Zaadresowany był ładnym, pochyłym pismem, które mimo wszystko nic jej nie mówiło. Zniecierpliwiona rozerwała kopertę i jej oczom ukazał się krótki liścik, sprawiający wrażenie pisanego w pośpiechu. Niedbale pozostawione litery wydały się dziwne znajome. 





Przepraszam, że niepokoję Cię w pracy, ale niestety nie posiadam Twojego adresu zamieszkania, a moja sowa jest na "urlopie chorobowym". Przypadkiem dowiedziałem się o Twoim narzeczeństwie i zmartwiło mnie, że mnie o tym nie powiadomiłaś. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa. Mimo wszystko chciałbym jednak z Tobą porozmawiać. Co powiesz na spotkanie starych znajomych? Będę oczekiwał Twojego przyjścia w czwartek o szesnastej w Dziurawym Kotle. Jest coś, a raczej ktoś kto o kim bardzo chciałbym z Tobą porozmawiać. Chyba wiesz kogo mam na myśli. 
Liczę, że się pojawisz.
Bądź zdrowa.
PS Mówią, że stara miłość nie rdzewieje.
 

Stara miłość nie rdzewieje, powtórzyła w myślach Hermiona. Gdy przeczytała dany fragment po raz trzeci, zrozumiała co miał znaczyć postscriptum. Adresat umyślnie się nie podpisał, tylko zostawił zaszyfrowaną myśl. Kobieta dobrze wiedziała kim ów adresat jest, ale ta wiedza wcale jej nie uspokoiła. Przeciwnie, niepokój i lęk ogarnął jej umysł. Nigdy tak naprawdę nie łudziła się, że On do niej napisze. Znała go aż za dobrze. Była pewna, że da jej spokój. Myliła się jednak. Prosty, złoty pierścionek zaręczynowy ze skromnym diamencikiem, ześlizgnął się z wychudzonego palca i z głośnym brzdękiem uderzył o drewnianą podłogę. Hermiona jednak nie zwróciła na to uwagi. Gniotąc list w dłoni, gorączkowo myślała o dniu, w którym wszystko zepsuł. Porzucił i upokorzył na oczach całej szkoły. Jak śmiał po tym wszystkim do niej pisać? Jak mógł wymagać spotkania? Jakim prawem chciał rozmawiać z nią o osobie, o której najchętniej by zapomniała, gdyby tylko było to możliwe?
- Panno Granger? Wszystko w porządku? – zapytała blondynka podchodząc i kładąc dłoń na ramieniu kobiety. Hermiona nie zareagowała. Wpatrywała się tępo przed siebie. Od białego diamentu odbił się promyk zachodzącego słońca.
Gryfonka zerknęła nań i prawda prawie zwaliła ją z nóg.
Tak, historia się powtarza, pomyślała, a panika wykrzywiła jej bladą twarz.

________________________
autorem cytatu umieszczonego nad prologiem jest Jonathan Carroll



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

OBSERWATORZY